Czy życzenia się spełniają? To już zupełnie inna kwestia. Świeczki na torcie, ciasteczka z wróżbą, czy też sami wróżbici... To jest kwestia wiary. Jeśli wierzysz w takie rzeczy, czyli w pewnego rodzaju magie, to nikt nie powinien ci tego zabraniać, a jeśli sądzisz, że takie rzeczy to głupoty... Cóż, to twoje zdanie. Czasem taka wiara to również kwestia szczęścia. Możesz przeczytać ciasteczko w wróżbą, która się sprawdzi jeden raz, a później drugi i trzeci, i dalej już wierzysz, że zawsze tak będzie. Ale magia nie istnieje, prawda? Jedni mówią - prawda, drudzy mówią - fałsz. Magia życzeń, ciasteczek, numerków, to coś w co wierzymy, bo chcemy wierzyć, kiedy mocno pragniemy, by to coś się stało. Kiedy w horoskopie czytasz - spotkasz miłość swego życia - nie wierzysz, ale w głębi, bardzo chcesz by to się stało. Drugi rodzaj magii, to coś w rodzaju wszelkich czarów, wampirów, syren i nadprzyrodzonych mocy. Chyba się rozumiemy, prawda? Każdy ma własne poglądy na ten temat.
A teraz wrócimy do iście magicznego dnia, i zdarzenia.
Nigdy nie zwracaj uwagi na to, co mówią inni, czy się z tobą zgadzają, czy nie. Kiedy okaże się, że miałaś rację, wetrzesz im prawdę w twarz, a sama będziesz smakowała zwycięstwa.
1 września, 2011 rok, 7:25
Usiadła na łóżku, zakryła usta dłonią, w drugiej wciąż trzymając telefon. Doskonale pamiętała "wczorajszy"dzień. Pierwszym co przyszło jej do głowy, była myśl - czyżby życzenie się spełniło?, szybko jednak odzyskała zdrowy rozsądek. Przecież to niemożliwe, myślała. Później zaczęła wyjaśniać sobie całe to zdarzenie w głowie. Może zwyczajnie data w telefonie się zmieniła. Z takim starociem, wszystko jest możliwe. Przy okazji, chyba potrzebuje nowego telefonu. Jeśli to prawda, przyda się sprawniejszy.
-Stefy - zaczęła jej matka, wchodząc do pokoju - Stefy! Ty dalej w piżamie? Za godzinę musisz być w szkole, więc radziłabym ci się pośpieszyć.
-W szkole? - nie dowierzała nastolatka - Ale ja już od miesiąca nie chodzę do szkoły.
Pani Jones zaśmiała się.
-Oj, dziecko, masz bujną wyobraźnię. A teraz się zbieraj. Zrobię ci płatki na śniadanie, może zdążysz - i wyszła z pokoju.
-Co? - wyszeptała ciemnooka. Postanowiła zadzwonić do Ashley, ona powie jej co jest grane.
-Stefy?
-Ashley, słuchaj. Co dziś za dzień?
-Czwartek, pierwszy września.
-Dobrze, a który rok?
-Yyy, 2011. Stefy, co się z tobą dzieje? Lepiej się zbieraj, mam nadzieje, że jesteś chociaż ubrana.
-Ale gdzie my idziemy?!
-Ojejciu. Gdybym cie nie znała, pomyślałabym, że coś piłaś. Mam ci opowiedzieć?
-Tak, proszę.
-Dziś mamy rozpoczęcie roku szkolnego. To ostatni rok, więc szczególnie ważny. O 8:30 się zaczyna, i chciałabym ci przypomnieć, że 10 po wychodzę po ciebie, więc lepiej bądź gotowa. Już wszystko? Mogę dokończyć moje śniadanie?
-Tak, tak, jasne. Dzięki i pa. Buziaki.
-No pa.
Usiadła na łóżku, zakryła usta dłonią, w drugiej wciąż trzymając telefon. Doskonale pamiętała "wczorajszy"dzień. Pierwszym co przyszło jej do głowy, była myśl - czyżby życzenie się spełniło?, szybko jednak odzyskała zdrowy rozsądek. Przecież to niemożliwe, myślała. Później zaczęła wyjaśniać sobie całe to zdarzenie w głowie. Może zwyczajnie data w telefonie się zmieniła. Z takim starociem, wszystko jest możliwe. Przy okazji, chyba potrzebuje nowego telefonu. Jeśli to prawda, przyda się sprawniejszy.
-Stefy - zaczęła jej matka, wchodząc do pokoju - Stefy! Ty dalej w piżamie? Za godzinę musisz być w szkole, więc radziłabym ci się pośpieszyć.
-W szkole? - nie dowierzała nastolatka - Ale ja już od miesiąca nie chodzę do szkoły.
Pani Jones zaśmiała się.
-Oj, dziecko, masz bujną wyobraźnię. A teraz się zbieraj. Zrobię ci płatki na śniadanie, może zdążysz - i wyszła z pokoju.
-Co? - wyszeptała ciemnooka. Postanowiła zadzwonić do Ashley, ona powie jej co jest grane.
-Stefy?
-Ashley, słuchaj. Co dziś za dzień?
-Czwartek, pierwszy września.
-Dobrze, a który rok?
-Yyy, 2011. Stefy, co się z tobą dzieje? Lepiej się zbieraj, mam nadzieje, że jesteś chociaż ubrana.
-Ale gdzie my idziemy?!
-Ojejciu. Gdybym cie nie znała, pomyślałabym, że coś piłaś. Mam ci opowiedzieć?
-Tak, proszę.
-Dziś mamy rozpoczęcie roku szkolnego. To ostatni rok, więc szczególnie ważny. O 8:30 się zaczyna, i chciałabym ci przypomnieć, że 10 po wychodzę po ciebie, więc lepiej bądź gotowa. Już wszystko? Mogę dokończyć moje śniadanie?
-Tak, tak, jasne. Dzięki i pa. Buziaki.
-No pa.
-Okej, chyba nie rozumiem. Ale później się dowiem, muszę się przygotować - powiedział do siebie i spojrzała na zegar na ścianie - No świetnie, za pół godziny przychodzi Ashley.
Wstała z łóżka, podeszła do szafy, na której o dziwo znajdował się wieszak wraz z kurtką i zapakowaną na wyjście torebką. Gdyby cokolwiek pamiętała z poprzednich dni tego roku, może by już wiedziała co ubrać. Otworzyła białą szafę i znalazła powieszone na wieszakach sukienki, oraz bluzki. Sukienek nie było za dużo, bo zaledwie siedem, ale bluzki wypełniały całą przestrzeń. Zaczęła szukać czegoś ciemnego, bądź jasnego. Kolorowe nie wchodziło w grę. Wreszcie wybrała odpowiednią sukienkę, i pasujące do niej buty. Na szczęście kurtka była idealna do tego zestawu. Następnie usiadła przy lusterku i zaczęła się malować. Rzęsy pomalowała czarnym tuszem, a usta mocno czerwonym błyszczykiem. Nałożyła jasno różowy cień do powiek, i pomalowała paznokcie lakierem tego samego koloru. Na palec szybko założyła pierścionek, i udała się do kuchni, by zjeść przygotowane już czekoladowe płatki. Z każdą łyżką spoglądała na zegar, i uważała, aby nie dotknąć paznokciami miski. Gdy Stefania była już pojedzona, a paznokcie wyschły, wybiła równa 8. Stefy wzięła ubrania i pobiegła do łazienki. Przebrała bieliznę i założyła na siebie biała sukienkę, kremowo-czarne szpilki bez palców, czarny naszyjnik - różę, i tego samego koloru kolczyki. Wyszła z łazienki i spojrzała na zegarek w przedpokoju. Zostało jej parę minut, ponieważ wybiło 5 po ósmej. Czerwonowłosa spojrzała w lustro - zapomniała o fryzurze. Szybko zabrała z pokoju prostownice do włosów, i podłączyła do kontaktu. Weszła do salonu, gdzie znajdowała się jej mama.
-Gdzie reszta?
-Twój tata wyszedł do pracy godzinę temu, Iza poszła pomóc Holly w przeprowadzce, a Jake i Coby dalej śpią.
-Łał, że też mnie to nie dziwi - usiadła na rogu kanapy. Sięgnęła po telefon matki, znajdujący się na stole. Szybko podniosła się z siedzenia i pobiegła do przedpokoju. Zaczęła prostować włosy. Po około 3 minutach odłączyła prostownice, i zaczęła zakładać kurtkę, a raczej marynarkę, kiedy ktoś zapukał do drzwi. Otworzyła drzwi, i zobaczyła Ashley. Była ona ubrana w czarno-czerwoną sukienkę w kratkę, czarne buty i tego samego koloru marynarkę oraz torebkę. W uszach miała srebrne kolczyki a włosy upięte w wysoki kucyk. Paznokcie pomalowała na mocny czerwony.
-Cześć - powiedziała szatynka i uścisnęła Stefy.
-Hej, wchodź - dziewczyna weszła do środka - Uważaj na prostownice, jest gorąca - ostrzegła i popędziła do pokoju po torebkę i telefon.
-Masz wszystko? - zapytała przyjaciółka.
-Zobaczmy, lusterko, jest, chusteczki, gumy, telefon, Tak, jest wszystko.
-Więc chodźmy.
-Mamo, wychodzę! - krzyknęła jeszcze brązowooka i razem z przyjaciółką ruszyła w kierunku szkoły.
-Powiedz Stefy, co się dzieje? Jakoś dziwnie się zachowywałaś przez telefon.
Dziewczyna przez chwilę się wahała. Chciała jej powiedzieć, bo nigdy nie miała większych sekretów przed przyjaciółką, jednak najpierw sama chciała się czegoś dowiedzieć. Zresztą, Ashley chyba uznała by ją za wariatkę.
-Nie, nic, po prostu przyśniło mi się coś dziwnego. Wiesz, czasem tak mam, że śni mi się coś, a po przebudzeniu, dalej jestem myślami w tym śnie.
-Aha, A powiedz, co ci się przyśniło?
-Że jestem w przyszłości.
-Aha, no nic, ja też tak miewam. Kiedyś śniło mi się, że mieszkam na Hawajach, i trochę mnie później poniosło.
Przyjaciółki się zaśmiały. W tym momencie podbiegła do nich lekko zdyszana Veronica. Miała na sobie jasno różową sukienkę, czarne buty, i tego samego koloru skórzaną kurtkę, okrywającą blondynkę. Paznokcie miała pomalowane kolorem ciemnym różowym, i tego samego koloru torebkę. Do tego bransoletki, kolczyki i lekki makijaż.
-Biegłaś? - spytała szatynka.
-Trochę. Chciałam was dogonić - wyjaśniła - I jak wyglądam - obróciła się wokół własnej osi.
-Super. A przy okazji, pojedziecie ze mną dziś na zakupy? - zapytała Ashley.
-Znowu? - wykrzywiła się Vera -Ash, dwa dni temu wydałaś stówe w centrum handlowym.
-Ej! Mama dostała wypłatę, dała mi tą kasę.
-Dziewczyny, już 8:17. chce zdążyć.
Nastolatki przytaknęły i ruszyły w drogę. Po 10 minutach były już na miejscu. Prawie spóźnione. Uczniowie powoli zaczęli już wchodzić do klasy.
-Dzień dobry, pani Dallas - przywitały się z nauczycielką, i weszły do klasy.
-Witam. Chciałam was poinformować, że za dwa tygodnie odbędzie się test zdolności. Przez pierwsze trzy tygodnie będziecie uczęszczać do mojej klasy. Po teście będziecie przydzieleni do odpowiednich poziomów: podstawowego, zaawansowanego i dla specjalnie uzdolnionych. Test będzie z każdego przedmiotu, z każdego będzie inna tablica z wynikami. Każdego dnia czekają was 2 testy. Pierwszy od godziny 9 do 10, a drugi od 14 do 15. Do zakończenia wszystkich testów, reszte czasu macie wolne, z wyjątek tych dwóch godzin dziennie. Teraz idziemy na akademię, która będzie trwała do 9. Następnie wrócimy do klasy, i zapisze wam wasz plan lekcyjny do czasu testów. Reszta zmieni się indywidualnie dla każdego z was. Wasi wychowawcy również zostaną zmienieni, być może nie wszyscy, ale większość. Jeśli nie macie pytań, to możemy pójść, prawda?
Faktycznie, pytań nie było, więc cała klasa szturmem poszła na salę gimnastyczną. Na akademii dyrektorka mówiła o nowym i starym roku, i o nagrodach, otrzymanych przez uczniów. Ashley dostała nagrodę z biologii, a Stefy i Vera z wychowania fizycznego. Po akademii, wszyscy poszli do klas. Pani Dallas napisała na tablicy plan zajęć i powiedziała, że zaczynają od jutra.
Dziewczyny wróciły do domów i umówiły się w parku o 11.
Stefy weszła do domu i niemal od razu poszła pod prysznic. Zdjęła ubrania i bieliznę, odkręciła kurek z wodą, a następnie weszła do kabiny. Taki prysznic dobrze jej zrobił, lecz po 15 minutach musiała już wyjść, aby zdążyć. Wyszła spod wody, zakręciła kurek, owinęła włosy i ciało dwoma ręcznikami i ruszyła w stronę pokoju. Wyjęła z komody niebieską bieliznę, a z szafy białą bluzkę na ramiączkach i krewetkową spódnicę. Pobiegła do łazienki i założyła na siebie ubrania. Poszła do salonu, gdzie zastała mamę, prasującą ubrania do pracy. Przed telewizorem na ziemi siedział Coby i oglądał jeden ze swoich ulubionych seriali na Comedy Central. Wzięła z półki suszarkę i poszła z nią do swojego pokoju. Wysuszyła i rozczesała włosy, następnie podłączyła do kontaktu prostownice, i wyjęła swoją białą kosmetyczkę. Przejechała po ustach błyszczykiem, a rzęsy machnęła czarnym tuszem. Założyła na nogi białe trampki, a z wieszaka ściągnęła małą torebkę, do której włożyła chusteczki, batona i gumy do żucia. Paznokcie pomalowała na fioletowo, i usiadła na kanapie w salonie. Oglądnęła końcówkę South Park, i poszła wyprostować włosy, następnie upięła je w kok. Na koniec spryskała się ulubionymi perfumami. Spojrzała na zegarek, założyła dżinsową kurtkę i wyszła z domu. Zadzwonił jej telefon.
-Tak?
-Gdzie jesteś?
-Właśnie wyszłam z domu.
-Zmiana planów, idziemy po Veronice. Pisała mi, że chce żebyśmy poszły do niej.
-Oki, a gdzie ty jesteś?
-Przy szpitalu, poczekam na ciebie.
-Dobrze, zaraz tam będę. Do zoba.
-No, czekam.
Włożyła telefon do kieszeni kurtki i ruszyła w stronę szpitala. Spotkała Hols, razem poszły do mieszkania blondynki. Na miejscu zapukały do drzwi i zobaczyły Harvey, z worami pod oczami, jakby płakała.
-Kochanie, co jest?
Dziewczyny od razu weszły do środka. Nastolatka zaprosiła je do swojego pokoju. Obie usiadły na fotelach, a sama Veronica na łóżku.
-Co się stało?
-Pamiętacie, że w lato składałam podanie do tej szkoły w Edynburgu? - dziewczyny pokiwały głowami - Dziś przyszło pismo. Dostałam się - lekko się uśmiechnęła.
-To świetnie. Dlaczego się nie cieszysz?
-Tu właśnie jest problem - zaczęła się bawić dłońmi - Będę musiała się tam przeprowadzić. Moja mama nie będzie mogła, ale zgodziła się, żebym zamieszkała u babci. Nie mogę sama tam jechać, więc babcia przyjedzie po mnie. Jedyny wolny termin, w którym będzie mogła przyjechać przed wakacjami, jest jeszcze w tym roku. W grudniu będę musiała wyjechać.
Dziewczyny podeszły do niej i ją przytuliły.
-Spokojnie, przecież mamy jeszcze kilka miesięcy - odrzekła Stone.
-Właśnie, a przecież w czasie ferii będziemy przyjeżdżać, codziennie dzwonić. Nic nas nigdy nie rozdzieli,
-Dzięki.
Dziewczyny postanowiły, że spędzą resztę dnia u Very. Śmiały się, rozmawiały, cały czas jednak niepokoiła Stefy, cała ta sytuacja. Nic już nie rozumiała.
-Twój tata wyszedł do pracy godzinę temu, Iza poszła pomóc Holly w przeprowadzce, a Jake i Coby dalej śpią.
-Łał, że też mnie to nie dziwi - usiadła na rogu kanapy. Sięgnęła po telefon matki, znajdujący się na stole. Szybko podniosła się z siedzenia i pobiegła do przedpokoju. Zaczęła prostować włosy. Po około 3 minutach odłączyła prostownice, i zaczęła zakładać kurtkę, a raczej marynarkę, kiedy ktoś zapukał do drzwi. Otworzyła drzwi, i zobaczyła Ashley. Była ona ubrana w czarno-czerwoną sukienkę w kratkę, czarne buty i tego samego koloru marynarkę oraz torebkę. W uszach miała srebrne kolczyki a włosy upięte w wysoki kucyk. Paznokcie pomalowała na mocny czerwony.
-Cześć - powiedziała szatynka i uścisnęła Stefy.-Hej, wchodź - dziewczyna weszła do środka - Uważaj na prostownice, jest gorąca - ostrzegła i popędziła do pokoju po torebkę i telefon.
-Masz wszystko? - zapytała przyjaciółka.
-Zobaczmy, lusterko, jest, chusteczki, gumy, telefon, Tak, jest wszystko.
-Więc chodźmy.
-Mamo, wychodzę! - krzyknęła jeszcze brązowooka i razem z przyjaciółką ruszyła w kierunku szkoły.
-Powiedz Stefy, co się dzieje? Jakoś dziwnie się zachowywałaś przez telefon.
Dziewczyna przez chwilę się wahała. Chciała jej powiedzieć, bo nigdy nie miała większych sekretów przed przyjaciółką, jednak najpierw sama chciała się czegoś dowiedzieć. Zresztą, Ashley chyba uznała by ją za wariatkę.
-Nie, nic, po prostu przyśniło mi się coś dziwnego. Wiesz, czasem tak mam, że śni mi się coś, a po przebudzeniu, dalej jestem myślami w tym śnie.
-Aha, A powiedz, co ci się przyśniło?
-Że jestem w przyszłości.
-Aha, no nic, ja też tak miewam. Kiedyś śniło mi się, że mieszkam na Hawajach, i trochę mnie później poniosło.
Przyjaciółki się zaśmiały. W tym momencie podbiegła do nich lekko zdyszana Veronica. Miała na sobie jasno różową sukienkę, czarne buty, i tego samego koloru skórzaną kurtkę, okrywającą blondynkę. Paznokcie miała pomalowane kolorem ciemnym różowym, i tego samego koloru torebkę. Do tego bransoletki, kolczyki i lekki makijaż.
-Biegłaś? - spytała szatynka.
-Trochę. Chciałam was dogonić - wyjaśniła - I jak wyglądam - obróciła się wokół własnej osi.
-Super. A przy okazji, pojedziecie ze mną dziś na zakupy? - zapytała Ashley.
-Znowu? - wykrzywiła się Vera -Ash, dwa dni temu wydałaś stówe w centrum handlowym.
-Ej! Mama dostała wypłatę, dała mi tą kasę.
-Dziewczyny, już 8:17. chce zdążyć.
Nastolatki przytaknęły i ruszyły w drogę. Po 10 minutach były już na miejscu. Prawie spóźnione. Uczniowie powoli zaczęli już wchodzić do klasy.
-Dzień dobry, pani Dallas - przywitały się z nauczycielką, i weszły do klasy.
-Witam. Chciałam was poinformować, że za dwa tygodnie odbędzie się test zdolności. Przez pierwsze trzy tygodnie będziecie uczęszczać do mojej klasy. Po teście będziecie przydzieleni do odpowiednich poziomów: podstawowego, zaawansowanego i dla specjalnie uzdolnionych. Test będzie z każdego przedmiotu, z każdego będzie inna tablica z wynikami. Każdego dnia czekają was 2 testy. Pierwszy od godziny 9 do 10, a drugi od 14 do 15. Do zakończenia wszystkich testów, reszte czasu macie wolne, z wyjątek tych dwóch godzin dziennie. Teraz idziemy na akademię, która będzie trwała do 9. Następnie wrócimy do klasy, i zapisze wam wasz plan lekcyjny do czasu testów. Reszta zmieni się indywidualnie dla każdego z was. Wasi wychowawcy również zostaną zmienieni, być może nie wszyscy, ale większość. Jeśli nie macie pytań, to możemy pójść, prawda?
Faktycznie, pytań nie było, więc cała klasa szturmem poszła na salę gimnastyczną. Na akademii dyrektorka mówiła o nowym i starym roku, i o nagrodach, otrzymanych przez uczniów. Ashley dostała nagrodę z biologii, a Stefy i Vera z wychowania fizycznego. Po akademii, wszyscy poszli do klas. Pani Dallas napisała na tablicy plan zajęć i powiedziała, że zaczynają od jutra.
Dziewczyny wróciły do domów i umówiły się w parku o 11.
Stefy weszła do domu i niemal od razu poszła pod prysznic. Zdjęła ubrania i bieliznę, odkręciła kurek z wodą, a następnie weszła do kabiny. Taki prysznic dobrze jej zrobił, lecz po 15 minutach musiała już wyjść, aby zdążyć. Wyszła spod wody, zakręciła kurek, owinęła włosy i ciało dwoma ręcznikami i ruszyła w stronę pokoju. Wyjęła z komody niebieską bieliznę, a z szafy białą bluzkę na ramiączkach i krewetkową spódnicę. Pobiegła do łazienki i założyła na siebie ubrania. Poszła do salonu, gdzie zastała mamę, prasującą ubrania do pracy. Przed telewizorem na ziemi siedział Coby i oglądał jeden ze swoich ulubionych seriali na Comedy Central. Wzięła z półki suszarkę i poszła z nią do swojego pokoju. Wysuszyła i rozczesała włosy, następnie podłączyła do kontaktu prostownice, i wyjęła swoją białą kosmetyczkę. Przejechała po ustach błyszczykiem, a rzęsy machnęła czarnym tuszem. Założyła na nogi białe trampki, a z wieszaka ściągnęła małą torebkę, do której włożyła chusteczki, batona i gumy do żucia. Paznokcie pomalowała na fioletowo, i usiadła na kanapie w salonie. Oglądnęła końcówkę South Park, i poszła wyprostować włosy, następnie upięła je w kok. Na koniec spryskała się ulubionymi perfumami. Spojrzała na zegarek, założyła dżinsową kurtkę i wyszła z domu. Zadzwonił jej telefon.-Tak?
-Gdzie jesteś?
-Właśnie wyszłam z domu.
-Zmiana planów, idziemy po Veronice. Pisała mi, że chce żebyśmy poszły do niej.
-Oki, a gdzie ty jesteś?
-Przy szpitalu, poczekam na ciebie.
-Dobrze, zaraz tam będę. Do zoba.
-No, czekam.
Włożyła telefon do kieszeni kurtki i ruszyła w stronę szpitala. Spotkała Hols, razem poszły do mieszkania blondynki. Na miejscu zapukały do drzwi i zobaczyły Harvey, z worami pod oczami, jakby płakała.
-Kochanie, co jest?
Dziewczyny od razu weszły do środka. Nastolatka zaprosiła je do swojego pokoju. Obie usiadły na fotelach, a sama Veronica na łóżku.
-Co się stało?
-Pamiętacie, że w lato składałam podanie do tej szkoły w Edynburgu? - dziewczyny pokiwały głowami - Dziś przyszło pismo. Dostałam się - lekko się uśmiechnęła.
-To świetnie. Dlaczego się nie cieszysz?
-Tu właśnie jest problem - zaczęła się bawić dłońmi - Będę musiała się tam przeprowadzić. Moja mama nie będzie mogła, ale zgodziła się, żebym zamieszkała u babci. Nie mogę sama tam jechać, więc babcia przyjedzie po mnie. Jedyny wolny termin, w którym będzie mogła przyjechać przed wakacjami, jest jeszcze w tym roku. W grudniu będę musiała wyjechać.
Dziewczyny podeszły do niej i ją przytuliły.
-Spokojnie, przecież mamy jeszcze kilka miesięcy - odrzekła Stone.
-Właśnie, a przecież w czasie ferii będziemy przyjeżdżać, codziennie dzwonić. Nic nas nigdy nie rozdzieli,
-Dzięki.
Dziewczyny postanowiły, że spędzą resztę dnia u Very. Śmiały się, rozmawiały, cały czas jednak niepokoiła Stefy, cała ta sytuacja. Nic już nie rozumiała.
Szczęście to moment, więc nie czekaj na nie, i ciesz się życiem, jakby jutra miało nie być.
1 września, 2011 rok, 20:40
Stefania i Ashley szły do domu. Szczęściem było, że mieszkały naprzeciwko siebie. Czerwonowłosa odprowadziła przyjaciółka do drzwi i sama poszła do siebie. Pech chciał, że po drodze spotkała Kim, jej sąsiadkę. Blondynka obrzuciła ją tylko pogardliwym spojrzeniem, i poszła w stronę najbliższego sklepu. Stefy weszła do domu i od razu gdy zobaczyła Izabelle, spytała:-Mamy jeszcze nie ma?
-Nie.
-A ty tu śpisz?
-Tak.
-Super - uśmiechnęła się sarkastycznie i poszła do pokoju. Otworzyła szafeczkę w biurku i zaczęła szukać swoich notatek i pamiętników. Pamięta, że jeszcze pisała takie, gdy miała wyjechać w trasę. Znalazła wreszcie zeszyt zatytułowany 2012. Zaczęła go czytać, i wreszcie natrafiła na strony, które pomogły jej ogarnąć całą tą sytuacje. Szczęśliwa przebrała się w piżamę, i zasnęła.

Jest, jest, jest... Miało nie być długo, i miałam napisać jeszcze dwa na zapas, ale od środy nie będę miała internetu, więc, nie będę miała jak dodać. Ale w tym czasie napisze kilka, zależy czy na internet będę czekała 2 tygodnie, miesiąc, czy trzy. Teraz szkoła, zadania, nie chcę mi się. Kończę, i liczę na komentarze :)
Buziaczki :***


Fanatstyczne ! Naprawdę super ;)
OdpowiedzUsuńprzy okazji zapraszam http://luces-de-cinta.blogspot.com/
czekam na next,
panna Cathy